O Europie i Unii - EUropa da się lubić!
Kategorie: Wszystkie | Aktualności | Artykuły | Fotoreporter | Z archiwuim UE
RSS
środa, 06 lutego 2013

Czas na energetyczny Internet

http://www.reo.pl/co-ma-energetyka-do-internetu

Energetyczny Internet to nie powrót do pomysłu przesyłania sygnału globalnej sieci przez sieć energetyczną i dostępu do niej przez zwykłe gniazdko elektryczne. To nowy pomysł na sukces ekonomiczny zachodu  autorstwa amerykańskiego politologa i ekonomisty, będącego miłośnikiem Europy.

Żyjemy w schyłkowej fazie znanego nam modelu kapitalizmu, prorokuje amerykański politolog i ekonomista Jeremy Rifkin, założyciel i prezes Foundation on Economic Trends.  By Europa i świat wyszły z kryzysu trzeba postawić na odnawialne źródła energii, by jej ceny zmalały, pisze w książce pt. Trzecia rewolucja przemysłowa.  Czas tanich paliw jego zdaniem bezpowrotnie minął.

Amerykański ekonomista wskazuje pięć zintegrowanych filarów, na których będzie się wznosić się trzecia rewolucja przemysłowa:

             przestawienie się na odnawialne źródła energii;

             przekształcenie wielkich wytwórni energii w miejscowe mikro-elektrownie, pracujące na źródłach odnawialnych;

             zastosowanie technologii okresowego gromadzenia energii opartych o wodór w każdym budynku;

             użycie Internetu do budowy i zarządzania siatką wymiany energii (energy-sharing intergrid). Dzięki takiemu systemowi nadwyżki energii mogłyby zostać sprzedane innym użytkownikom sieci;

             transformacja transportu w kierunku zasilania ogniwami paliwowymi i prądem. Energia niezbędna do zasilania takich pojazdów mogłaby być kupowana i sprzedawana w inteligentnej sieci wymiany energii.

Niestety, do pewnego czasu jedynym miejscem, gdzie na poważnie zastanawiano się nad kolejną rewolucją przemysłową, była Europa – twierdzi Rifkin. To tu od długiego czasu dyskutuje się kwestie redukcji emisji dwutlenku węgla, a także wydaje oficjalne dokumenty zobowiązujące do przestawienia energetyki na źródła odnawialne na poziomie całej Wspólnoty -przestawienie jednej trzeciej energetyki do 2020 roku na źródła odnawialne. Dopiero od czasu wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku, coraz więcej państw Zachodu kieruje swoją uwagę ku idei trzeciej rewolucji przemysłowej.

- Wykorzystanie wiatru i energii słonecznej jest praktycznie darmowe. W przyszłości pojawią się nowe modele robienia interesów. Energia ulegnie demokratyzacji - uważa Rifkin. Czy kogoś o takich poglądach można uznać za utopistę? Jak znany politolog i ekonomista tłumaczy swój punkt widzenia?

Rewolucje cywilizacyjne zdaniem Rifkina polegały na jednoczesnej zmianie sposobu komunikowania w społeczeństwie i pojawieniu się nowego dominującego źródła energii. Pierwsza rewolucja przemysłowa łączyła powszechność druku z parą i węglem napędzającymi przemysł. Druga była epoką telefonu, radia i telewizji, których pojawienie zbiegło się z upowszechnieniem silnika spalinowego. Trzecia to era Internetu i telefonii komórkowej połączona z rozwojem odnawialnych źródeł energii, których rozwój jest jednak zbyt wolny.

 -  Czas wielkich producentów prądu minął a nadeszła pora by dać każdemu możliwość produkowania prądu we własnym gospodarstwie domowym, np. przy pomocy baterii słonecznych lub elektrowni wiatrowych i wodnych. Prąd tak wyprodukowany, byłby przesyłany do sieci energetycznej. Tak powstanie energetyczny Internet, co doprowadzi do nowego modelu gospodarki - kapitalizmu rozproszonego, w którym duże koncerny zarządzają produkcją i sprzedażą wielu małych producentów – uważa Rifkin. Ceny energii są zdaniem politologa głównym hamulcem rozwoju gospodarek pogrążonych w kryzysie. Energia odnawialna staje się coraz tańsza i dlatego jego zdaniem jest receptą na problemy ekoomiczne świata.

Trzecia rewolucja przemysłowa

Na czym polegały dwie poprzednie rewolucje? Zdaniem politologa na współdziałaniu nowych technik komunikowania z nowymi źródłami energii. Pierwsza Rewolucja Przemysłowa, w XIX w., oparta była na technice druku masowego oraz na gospodarce napędzanej węglem i parą. Druga, w XX w., była skutkiem upowszechnienia elektrycznych narzędzi komunikowania – od telefonu po radio i telewizję – oraz na silniku spalinowym. Trzecia zaczęła się wraz z komunikacją cyfrową. Internet zmienił świat, oczekiwania ludzi, tempo i skalę przepływu informacji. Ale źródła energii pozostały te same. To wciąż jest węgiel, gaz, ropa. Cały świat gwałtownie upodabnia się do Zachodu, ale tych źródeł energii, na których oparty był nasz rozwój, dla wszystkich nie starczy. Dla kilkuset milionów starczało. Dla kilku miliardów – nie.

Gdyby połowa ludzi na świecie zaczęła zużywać tyle energii pochodzącej z tradycyjnych źródeł co Zachód, mielibyśmy ekologiczną katastrofę na skalę globalną. Istota dzisiejszego kryzysu jest taka, że światu już dziś brakuje energii. Dopóki się nie uporamy z tą nierównowagą, nie wyjdziemy z kryzysu – mówi Rifkin.

Geneza kryzysu

Trwający dziś kryzys zaczął się zdaniem Rifkina w kwietniu 2007 r. gdy cena ropy osiągnęła 147 dol. za baryłkę. Kiedy to się stało, rynek zamarł. Nie tylko rynek ropy. Bo przy tej cenie ropy wszystkie ceny całego łańcucha dostaw osiągnęły poziom nie akceptowalny dla masowych nabywców. To był prawdziwy początek kryzysu. Załamanie rynku finansowego kilka miesięcy później było wstrząsem wtórnym. Dlaczego do tego doszło? W dużym stopniu dlatego, że rynki straciły optymizm rozwojowy. Dlaczego go straciły? Odpowiedzią może być przekroczenie drugiego szczytu naftowego. Pierwszy przekroczyliśmy w 1978 r. Wtedy wydobycie ropy na głowę mieszkańca Ziemi osiągnęło historyczny szczyt. Od tej pory dostawy ropy rosną proporcjonalnie wolniej niż liczba ludności. Co do drugiego szczytu – światowego wydobycia liczonego w wartościach bezwzględnych – trwa spór między ekspertami. Jedni uważają, że osiągniemy go w latach 30., inni że jeszcze w tej dekadzie. Ale najnowszy International Energy Report pokazuje, że prawdopodobnie osiągnęliśmy go już w 2006 r. Na krótko przed szokiem cenowym, który zdetonował kryzys. Rynki intuicyjnie uchwyciły ten moment nie tylko w cenie ropy, ale też w rokowaniach dla całej światowej gospodarki. Od tego momentu gospodarka wciąż zrywa się do lotu, odbija się od szklanego sufitu cen ropy i spada.

Co  blokuje gospodarkę?

 Energia z węgla jest droga i ekologicznie szkodliwa – uważa Rifkin. A produkcja gazu jest niewystarczająca i przy cenach dających szansę na rozwój gospodarczy nie dogoni popytu. Europa wprowadziła świat w rzeczywistość Pierwszej i Drugiej Rewolucji Przemysłowej. Odniosła z tego powodu gigantyczne korzyści. Dlaczego to by się nie miało powtórzyć tym razem – pyta Rifkin? Pierwsza Rewolucja oplotła Europę infrastrukturą kolei żelaznej, a Druga siecią dróg i kabli, tak Trzecia musi stworzyć przypominającą Internet sieć łączącą miliony małych źródeł odnawialnej energii elektrycznej.

Zbyt wolna rewolucja

Trzecia Rewolucja już trwa. Tylko za wolno się toczy. Internet – nowy środek komunikacji – objął większość ludzkości tworząc nowe potęgi oparte na zintegrowanych możliwościach milionów uczestników. Trzeba tę logikę przenieść do energetyki. Trzeba się pożegnać z wielkimi dostawcami energii opartej na węglu, ropie, uranie, którzy działają w logice epoki masowej stworzonej przez Drugą Rewolucję. Trzecia Rewolucja to bezlik małych źródeł energii z wiatru, słońca, wody, geotermii, pomp ciepła, biomasy. Każdy kraj świata może się dzięki nim stać energetycznie samowystarczalny, jeśli te rozproszone źródła zostaną połączone i będą się uzupełniały w obrębie kontynentalnych sieci.

Jak długo to potrwa?

Europa za dziewięć lat ma mieć 20 proc. elektryczności ze źródeł odnawialnych. Niemcy już ten cel osiągnęły. W 2020 r. będą miały 35 proc. zielonej energii. I robią już drugi krok. Inwestują w sieć umożliwiającą wymianę energii między małymi producentami. W Unii Europejskiej jest 191 mln budynków. Każdy może się stać małą elektrownią czerpiącą energię z dachów, ścian, śmieci.

Rewolucja może potrwać kilkadziesiąt lat. Ale za kilka lat będzie już widać różnicę na niemieckich ulicach. Za rok Daimler zacznie masową produkcję zielonych samochodów z baterią wodorową, które bez ładowania przejadą 750 km. Na ulicach będą punkty ich ładowania. Simens i Bosch też są w to zaangażowane. To jest część narodowego programu, który sprawi, że za 20 lat Niemcy będą pierwszym krajem mającym za sobą Trzecią Rewolucję Przemysłową. Ale to jeszcze nie będzie prawdziwy przełom.

I ile będzie kosztować?

Podobnie jak budowa kopalni, hut i linii kolejowych w XIX w. czy autostrad, linii energetycznych i sieci komputerowych w XX w proces ten będzie kosztowny. To da miliony miejsc pracy stopniowo uniezależniając Unię od importowanych nośników energii. Kanclerz Merkel już wdraża ten program w Niemczech. Tysiące budynków zostało tak przerobione, że produkują energię na swoje potrzeby, a nadwyżki oddają do sieci. Dzięki temu powstały tysiące nowych miejsc pracy, a przedsiębiorstwa mają dostęp do taniej energii, więc stają się bardziej konkurencyjne. Niemcy robią też trzeci krok – inwestują pół miliarda euro w technologię ogniw wodorowych, żeby je stopniowo rozlokować we wszystkich budynkach i w nich gromadzić prąd ze źródeł odnawialnych. Bo słońce nie zawsze świeci, wiatr nie zawsze wieje, pompy ciepła nie zawsze mają tę samą wydajność. To zmienia paradygmat całego ustroju gospodarczego.

Europa odzyska swoją pozycję, dopiero kiedy jako kontynent i wspólnota gospodarcza razem przejdzie tę rewolucję. Kiedy domy w Hiszpanii za dnia produkujące nadmiar energii będą ją mogły wymieniać z domami w Skandynawii, która nocą wytwarza za dużo energii w hydroelektrowniach. Dwa pokolenia Europejczyków będą miały przy tym pracę.

Energetyka atomowa to melodia przeszłości

Atom o jest przeszłość, która próbuje wrócić pod pretekstem mniejszej szkodliwości dla środowiska. Ale to nie ma sensu. Nie bez powodu Niemcy zamykają swoje elektrownie, a Simens wycofuje się z rozwijania tej technologii. Na świecie jest 400 elektrowni atomowych. Wszystkie razem produkują 6 proc. prądu wytwarzanego na świecie. Gdybyśmy chcieli w ciągu 20 lat zwiększyć ich wydajność do poziomu 20 proc. światowej produkcji prądu, trzeba by zbudować 600 nowych elektrowni. Przez 20 lat trzeba by otwierać jedną elektrownię co tydzień. To jest nie do zrobienia. Świat nie ma takich mocy produkcyjnych. Po drugie, wciąż nie wiemy, co robić z odpadami. Już dziś przechowywanie ich kosztuje miliardy dolarów i nikt nie wie, co dalej. Po trzecie, według Agencji Energii Atomowej nawet przy dzisiejszej liczbie elektrowni między 2035 r. a 2045 r. na świecie zacznie brakować uranu. Po czwarte, francuskie elektrownie potrafią przetwarzać uran na pluton. Ale wątpię, czy produkowanie plutonu w epoce terroryzmu ma sens i jest bezpieczne. I jeszcze jest problem ogromnej ilości wody, której w tych elektrowniach potrzeba. Dlatego Niemcy wycofali się z tej technologii i poszli do przodu.

Podobnie firmy muzyczne nie doceniły zmiany, jaką wytworzył Internet. I zanim się obejrzały, miliony młodych ludzi zamiast kupować koszmarnie drogie płyty, zaczęły wymieniać muzykę między sobą. Wydawcy prasy nie docenili potęgi blogosfery i też słono za to płacą. Po co państwo ma pakować miliardy euro w projekt, który podzieli los wielkich wytwórni i gazet? Z pomocą państwa czy bez niej energetyczny Internet powstanie. Ludzie go stworzą, bo to się opłaca i odpowiada kulturze młodej generacji, która wyrosła w świecie rządzonym logiką Internetu. Ale bez wsparcia rządu będzie to trwało dłużej.

W świecie wielu małych producentów prądu energia nie tylko potanieje z powodu jej dużej podaży ale i dlatego, że przesyłana byłaby na małe odległości, co spowoduje zmniejszenie strat w przesyle prądu. Rifkin uważa, że rewolucja już się zaczęła a jej sercem jest Europa. Za wzór na starym kontynencie uznaje Niemcy, które już mają około 20 % energii ze źródeł odnawialnych i inwestują w sieć wymiany energii między małymi producentami. Rifkin prognozuje także, że przyszłością motoryzacji będą samochody napędzane prądem elektrycznym  a energetyka jądrowa stanie się bezpowrotnie niemodna.

Jeremy Rifkin: The Third Industrial Revolution, New York 2011

W lipcu Polska objęła prezydencję w Unii Europejskiej. Jakie cele stawia sobie polska prezydencja w dziedzinie energetyki na arenie europejskiej? Na to pytanie pomaga odpowiedzieć broszura „Unia po Polsku: prezydencja 2011” autorstwa Konrada Niklewicza – rzecznika polskiej prezydencji a wydana przez think tank Platformy Obywatelskiej – Instytut Obywatelski.

Polska prezydencja przypada na trudny okres, mimo to rząd optymistycznie ocenia szanse na to by okazała się udaną. – Dziś, w dobie globalnego i europejskiego kryzysu gospodarczego, jednym z najważniejszych zadań integracyjnych Unii jest przetrwanie i dalszy rozwój europejskiego projektu – napisał we wstępie do raportu Andrzej Halicki, poseł na sejm RP, przewodniczący komisji spraw zagranicznych. - Mimo zmian wprowadzonych przez Traktat Lizboński podstawowa rola rotacyjnej prezydencji została taka sama jak dawniej i polega na administracyjnym zarządzaniu bieżącymi pracami Unii Europejskiej oraz inicjowanie dyskusji na ważne, zdaniem państwa ją sprawującą, tematy – czytamy w dokumencie.

Rola energii w dyplomacji

Jednym z pięciu wymienionych priorytetów polskiej prezydencji są zewnętrzne aspekty polityki energetycznej.  Autor dokumentu podkreśla, że pierwsze kroki w kierunku stworzenia jednolitego, europejskiego rynku energetycznego oraz prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej w dziedzinie energii zostały już stworzone a Traktat Lizboński dał nowe ramy prawne dla takiej polityki. Unia może już jako całość rozmawiać z państwami trzecimi, które są dostawcami surowców energetycznych. UE dokończyła także proces liberalizacji rynku energetycznego z naczelną zasadą swobodnego dostępu do sieci przesyłowych  i swobodą wyboru dostawcy energii. Przepisy dotyczące solidarności energetycznej także już obowiązują, choć autorzy raportu pomijają fakt, że nie zostały przetestowane w praktyce.

Czy Polska zbliży Unię i Rosję?

Łatwo zauważyć, że tematyka energii łączy się także z innymi celami, które stawia przed sobą polska prezydencja w UE.  Są to działania w dziedzinach tj. wspólny rynek, przyszły budżet UE, partnerstwo wschodnie i wspólna polityka bezpieczeństwa. Zdaniem autora raportu polski rząd ma gotowe propozycje działań by zwiększyć zaufanie pomiędzy Unią a Rosją. Dokument „Strategia wobec Rosji” ma rozpocząć debatę na temat tych relacji na forum UE.

Kilka słów o innych priorytetach

W dziedzinie wspólnego rynku Polska akcentuje konieczność likwidowania barier wciąż utrudniających swobodny przepływ towarów i usług.  Innym ważnym zadaniem polskiej prezydencji w tym zakresie jest wprowadzanie w życie postanowień tzw. Agendy Cyfrowej, mającej likwidować bariery w e-handlu. Internet jest uważany przez rząd za jeden z fundamentów europejskiej gospodarki.  Z tego samego powodu polski rząd chce popchnąć do przodu prace nad przestrzeganiem praw autorskich w Internecie. Już dziś propozycje legislacyjne dotyczące Internetu zgłasza unijna komisarz Viviane Reding, która postuluje m.in. prawo internaty do bycia zapomnianym czyli zasadę, że wszystko co umieszczamy w sieci możemy też z niej równie łatwo usunąć i prawo domniemanej prywatności oraz zasadę obowiązywania prawa UE także w stosunku do serwisów zarejestrowanych poza Unią.

W czasie polskiej prezydencji rozpoczną się także prace nad budżetem UE na lata 2014-2020.

Priorytetem w dziedzinie wschodniego wymiaru polityki zagranicznej jest Partnerstwo Wschodnie. Rządowi zależy na tym by w czasie polskiej prezydencji zakończyć prace nad umowami stowarzyszeniowymi z Ukrainą i Mołdawią i utworzenie z tymi państwami stref wolnego handlu. Doprowadzenie do tych umów może dać efekt synergii w przypadku Ukrainy w związku z Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej rozgrywanymi w Polsce i na Ukrainie w 2012 r.  Polska będzie też zabiegać o liberalizację polityki wizowej z państwami Partnerstwa Wschodniego oraz Rosji. Jednym z pomysłów jest ustanowienie ułatwień ruchu osób pomiędzy Polską a Obwodem Kaliningradzkim.

W zakresie wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony Polska chce się skoncentrować na wzmocnieniu współpracy UE i NATO zarówno na szczeblu operacyjnym jak i politycznym. Traktat lizboński wprowadził podobną do zawartej w Traktacie Waszyngtońskim zasadę obowiązku udzielenia wszelkiej pomocy zaatakowanemu państwu przez pozostałe. Rządowi zależy na wzmocnieniu grup bojowych UE, by Wspólnota uzyskała rzeczywiste narzędzie realizacji operacji wojskowych. Powstaje właśnie Polsko – Niemiecko - Francuska Weimarska Grupa Bojowa. Polska chce przekazać Unii spore doświadczenie w misjach zagranicznych przy projektowaniu przyszłej polityki obronnej.

Więcej pozytywnej energii

Zdaniem polskiego rządu dotychczasowe osiągnięcia Unii w dziedzinie polityki energetycznej nie są wystarczające.  Oprócz ogólnych deklaracji pogłębienia dyskusji na temat bezpieczeństwa energetycznego i zwrócenia uwagi na fakt, że Traktat Lizboński daje dobre podstawy prawne tworzenia nowych regulacji w tej dziedzinie, w dokumencie czytamy o propozycji polskiego rządu polegającej na rewizji zasad rozbudowy strategicznych sieci energetycznych. Rząd chce też w ramach perspektywy finansowej 2014-2020 stworzyć nowe mechanizmy finansowania małych i rozproszonych inwestycji w dziedzinie energetyki, zwiększających jej efektywność.

Ochrona klimatu

Jako niespodziewane wydarzenie, które może zaskoczyć Polskę raport wymienia potencjalne komplikacje związane z nieuzgodnieniem podczas 16 Konferencji  Stron Ramowej Konwencji ONZ w sprawie klimatu w Meksyku porozumienia w sprawie ochrony klimatu. Dlatego tak jak na prezydencji węgierskiej, tak samo na polskiej leży obowiązek budowania porozumienia przed 17 konferencją, która odbędzie się w RPA. Polska zdaniem rządu jest dobrze przygotowana do tej dyplomatycznej roli, bo była gospodarzem konferencji COP w Poznaniu a ponadto chyba najlepiej w Europie rozumie zarówno racje państw bogatych jak i uboższych ze względu na specyfikę polskiej energetyki polegającą na używaniu węgla jako paliwa. Konrad Niklewicz zwraca uwagę, że możliwe jest, iż na czas polskiej prezydencji przypadnie konieczność przeprowadzenia wewnętrznej dyskusji na temat ewentualnego wprowadzenia środowiskowych ceł granicznych – tzw. border adjustment tax. Rozwiązanie to ma pomóc europejskiej gospodarce poprzez wyrównanie warunków konkurencji z partnerami handlowymi Unii, którzy nie stawiają sobie równie wygórowanych jak Unia wymagań w dziedzinie ograniczenia emisji CO2 i innych gazów. Zdaniem polskiego rządu wypracowanie wspólnego stanowiska UE może wzmocnić jej pozycję podczas kolejnego szczytu COP 17. Innym ambitnym planem polskiego rządu jest koordynacja stanowiska UE podczas kolejnych szczytów G20. Polski rząd chce by kraje UE podczas kolejnych szczytów mówiły jednym głosem.  

Innym priorytetem, który rząd chce realizować, a który wiosną jeszcze nie znalazł się w dokumencie jest wspieranie demokratycznych przemian w krajach Afryki północnej.

Żargon Unii

Jak każdy dokument dotyczący Unii Europejskiej raport autorstwa Konrada Niklewicza razi miejscami mało zrozumiałym językiem. – Wszyscy znamy sławetny żargon unijny. Odnosimy wrażenie, że mówiący ukrywają się za formułkami, które do końca nie są dla nich samych zrozumiałe – pisze we wstępie do raportu Róża Thun – posłanka do Parlamentu Europejskiego. – Nawet ja przestaje kontaktować, gdy czytam niektóre zdania z unijnych dokumentów – dodaje w innym miejscu. Róża Thun pociesza nas jednak: - Jacques Delors powiedział kiedyś: trudno zakochać się w rynku wewnętrznym, jednak im dłużej się nim zajmuję tym bardziej mnie intryguje. Podobne mam odczucia odnośnie czegoś tak mało atrakcyjnego z pozoru jak prezydencja UE – konkluduje Pani poseł.

Marcin Matuzik

Konrad Niklewicz. Unia po polsku: prezydencja 2011. Instytut Obywatelski – Warszawa 2011. S. 64.

1 ... 31 , 32 , 33 , 34
 
euroobserver.eu

Wypromuj również swoją stronę